

O tym, jak przeszłość pożera naszą „baterię” –
i jak uruchomić aplikację NADZIEJA
Każdy z nas zna ten moment: telefon, który jeszcze rano był w pełni naładowany, nagle informuje, że bateria jest na wyczerpaniu. Zaskoczeni, zaczynamy szukać przyczyny – i odkrywamy, że w tle działa kilka otwartych aplikacji. Niektóre uruchomiliśmy wczoraj, inne… tygodnie temu. Zapomnieliśmy o nich, a one wciąż pracują, po cichu wysysając energię.
Z traumą jest podobnie.
Nieleczona trauma działa w tle naszego życia. Choć możemy nie być jej świadomi, ona nieustannie wpływa na to, jak reagujemy, czujemy i myślimy. Zużywa naszą wewnętrzną energię, utrzymując ciało i psychikę w gotowości – tak, jakby coś wciąż miało się wydarzyć. Często mówimy: „nie wiem, czemu tak reaguję”, „jestem ciągle zmęczony”, „nie potrafię się cieszyć”. Tymczasem to może być znak, że jakaś część nas nadal żyje w trybie przetrwania — jak otwarta aplikacja, której nie da się zamknąć.
Aplikacje emocji, które pracują po cichu
Trauma to nie tylko wspomnienie trudnego wydarzenia. To także sposób, w jaki nasz układ nerwowy zapamiętał napięcie, strach, odrętwienie – i jak do dziś próbuje nas chronić, nawet gdy realne zagrożenie dawno minęło.
To tak, jakby w naszym wewnętrznym telefonie wciąż działały aplikacje o nazwach: „czujność”, „wycofanie”, „obojętność”. Każda z nich kiedyś była potrzebna, bo pomagała przetrwać. Ale jeśli nie zostaną świadomie „zamknięte” lub „zaktualizowane”, zaczynają przeszkadzać – zużywając energię, której potrzebujemy, by naprawdę być w teraźniejszości.
Proces zdrowienia z traumy nie polega na tym, by wymazać przeszłość. Chodzi raczej o to, by nadać jej nowe znaczenie – tak, by wspomnienia mogły istnieć bez bólu, a ciało przestało żyć w stanie ciągłej gotowości. To moment, w którym uczymy się, że bezpieczeństwo jest możliwe teraz.
Bateria życia
Każdy człowiek ma ograniczoną ilość psychicznej energii. Gdy większość z niej zużywamy na podtrzymywanie dawnych reakcji obronnych, brakuje nam siły na relacje, twórczość, radość i spokój. Wtedy nawet drobne sprawy mogą wydawać się przytłaczające.
Zamknięcie traumatycznych „aplikacji” nie oznacza zapomnienia. To raczej proces odzyskiwania kontaktu z ciałem, z oddechem, z teraźniejszością. Stopniowo uczymy się żyć z pamięcią – ale bez przeciążenia. I wtedy bateria życia naprawdę zaczyna się ładować.
Aplikacja NADZIEJA
W mojej książce „Krótka historia o kamieniach” ta metafora powraca w inny sposób.
Pisząc ją, myślałam o wszystkich kamieniach, które życie potrafi rzucić nam pod nogi – czasem małych i ostrych, czasem tak ciężkich, że trudno je unieść. Ale to nie jest książka o bólu. To opowieść o tym, co w nas pozostaje mimo bólu.
Bo niezależnie od tego, jak wielki jest nasz kamień, każdy z nas ma w sobie aplikację, której nie warto wyłączać – NADZIEJĘ.
To ona uruchamia proces zdrowienia. To ona sprawia, że nawet gdy się potykamy, wstajemy. To ona przypomina, że w człowieku istnieje coś więcej niż rana – zdolność regeneracji, czułość i sens.
„Krótka historia o kamieniach” jest zaproszeniem do tego, by zobaczyć swoje kamienie, dotknąć ich z łagodnością – i odkryć, że pod nimi wciąż bije życie. Bo trauma nie jest ostatnim słowem. Nadzieja jest.
Jolanta Poźniak – „Krótka historia o kamieniach”
Książka dostępna na stronie www.traumainadzieja.eu oraz ebookpoint
Opowieść o tym, że nawet gdy przeszłość działa w tle, zawsze można uruchomić aplikację, która przywraca życie.
Ścieżki życia po traumie bywają kręte i strome,
wiele z nich przeszłam i o tych mogę rozmawiać
dając wsparcie, że warto wspinać się w górę.
