Cierpienie

twarzą w twarz

Cierpienie jest uniwersalnym stanem każdego człowieka na przestrzeni życia. Wszyscy je znamy i najchętniej byśmy odrzucili. To pierwsza naturalna reakcja, którą odczuwamy. Jednak świat, w którym żyjemy, jest tak skonstruowany, że z reguły już od dziecka zapewnia nam doświadczanie tego cierpko-gorzkiego smaku.


Istnieje cierpienie, które sączy się pomału, prawie niewidocznie, jak wypływ młaki mający swe źródło pod ziemią. Pomimo że na początku płynie niemrawo sprawia, iż żyjesz na ćwierć gwizdka, bez entuzjazmu, łapany za to coraz częściej w szpony czarnej melancholii. Wiesz już, że coś ci dolega, ale jeszcze nie rozpoznajesz co to jest. Tamujesz swobodny przepływ emocji nie chcąc spotkać się z nimi, tym bardziej z ich przyczyną. Potem nabierasz świadomości, iż cierpienie – niczym mały ciek – zaczyna płynąć coraz bardziej wartkim nurtem w komórkach ciała, z dnia na dzień pozbawiając cię szczerej radości życia. Wciąż jednak nie potrafisz określić, czemu cierpisz.

Narodziny traum

Taki rodzaj cierpienia może pojawić się w przygotowaniach do „porodu” kolejnej reminiscencji z traumy, po której doznałeś amnezji. Jeśli proces odzyskiwania pamięci został uruchomiony i wiele obrazów zostało już przywołanych z ukrycia, to teraz nadszedł czas na ujawnienie następnego nieodkrytego fragmentu. Próbujesz z całych sił chronić się przed atakiem niewyobrażalnego bólu, jaki stoi za tragicznymi wydarzeniami, jednak on nie da ci spokoju dopóty, dopóki będziesz się bronić. Cierpienie jest wywoływane przez opór, jaki podświadomie stawiasz. Tylko przeżycie go w pełni da ci wolność. Doznania zdławione w przeszłości przedzierają się mozolnie, upominając się o należny im kawałek dziennego światła, a ty dojrzewasz, by wypuścić je z cienia. Tuż przed narodzinami kolejnego obrazu, cierpienie przybiera na sile jakby nieśmiała strużka zamieniła się w potok emocji rwących ciało. Jesteś obolały, rozbity i zmęczony. Dopada cię pragnienie izolacji, wrażenie niezrozumienia, a za nim poczucie odosobnienia od reszty świata. Być może nie chcesz o tym nikomu mówić, być może nie masz nikogo obok siebie, kto chciałby i potrafił towarzyszyć w cierpieniu…
A potem jest „poród”. Jak każdy, ten też jest bolesny. Możesz czuć się poszarpany, przygnieciony, możesz omdlewać z bólu, możesz mieć wrażenie, że rzuca cię po ścianach… To wszystko minie, ale najpierw trzeba stanąć z tym oko w oko. Być może konfrontujesz się z jedną z tych scen, które rozkładają na łopatki, obdzierają z granic krzyczących o ludzkim prawie o nienaruszalności. Rzeczywiście ten proces jest bardzo trudny. Dasz radę. Potem, po wyjściu na świat kolejnej cząstki pamięci pojawia się ból walki pomiędzy zaakceptowaniem a odrzuceniem faktów, o których wolałbyś myśleć, iż nie są twoją historią. Ulgę jednak przyniesie przyjęcie tej kroniki jako twojego losu – jedynego i niepowtarzalnego. Ukojenie przynosi ukochanie siebie w bólu, który tylko wydaje się nie do poskromienia. Wchodząc w niego w całości, wyswobadzasz się. Niezmiernie przydatne są wtedy cierpliwość i wiara.

Jak odczuwa się cierpienie?

Jest też cierpienie, które napada znienacka i porywa w stromy nurt jak wodospad. Lecisz znienacka w dół i z siłą katarakty obijasz się o twarde skały. Wydaje ci się, że świat powinien się zatrzymać, że każdy powinien nagle stanąć w miejscu i uklęknąć przed drakońskimi prawami życia. To, co się stało, jest nieodwracalne, a przed tobą długa droga do pogodzenia się z widlastymi faktami. Może nagle odszedł ktoś, kogo bardzo kochałeś… Może właśnie straciłeś dziecko… Może uległeś wypadkowi i zostałeś kaleką… Może właśnie po raz pierwszy widziałeś mord na człowieku… Może dowiedziałeś się o własnej terminalnej chorobie… W jednej chwili twój światopogląd zdaje się wywrócić do góry nogami. Boli cię wszystko: ciało, dusza, psyche. W agonii jest twoje serce. Nie rozumiesz, dlaczego ty… Może protestujesz, kłócisz się ze swoim bogiem, płaczesz, narzekasz, że to za ciężkie baty na twe plecy… A może usiłujesz brać dzielnie swój znój na klatę… Być może pytasz: po co komu moje cierpienie?
Na pewno warto zadać sobie pytanie o sens cierpienia. Co masz usłyszeć, czego do tej pory nie słyszałeś? Co masz zobaczyć, czego do tej pory nie widziałeś?
Cierpienie wydaje się być narzędziem w rękach mocarnego źródła życia przypominającym, jak krucha jest ludzka egzystencja. Każe wyłączyć się na jakiś czas z hałaśliwego życia i wejrzeć w siebie. Domaga się, by dotrzeć do takich miejsc w sobie, które do tej pory niechętnie odwiedzałeś. Sprzyja dojrzewaniu do mądrości. Hartuje ducha. Pomaga ustawić właściwy porządek w systemie wartości. Prowadzi do wewnętrznego centrum. To co odkryjesz, będzie prawdopodobnie tylko cząstkowym rozumieniem znaczenia naszego bólu. Pozostają pytania bez odpowiedzi. To przestrzeń tajemnicy, która napełnia spokojem, gdy jej zaufasz.

Ścieżki życia po traumie bywają kręte i strome, wiele z nich przeszłam i o tych mogę rozmawiać dając wsparcie, że warto przeć do przodu.